Media społecznościowe, czyli “next big thing on the Internet”. Przynajmniej dużo się ostatnimi czasy o tym mówi. Jak na razie same firmy działające w tym segmencie rynku starają się wypracować model biznesowy i sposób zarabiania pieniędzy.
To jednak nie przeszkadza wielu sprytnym marketingowcom wykorzystywać siłę tych nowych kanałów komunikacji z potencjalnymi i obecnymi klientami. Firmy zakładają swoje profile na Facebooku, na Twitterze, na polskiej Naszej Klasie. Publikują krótkie filmiki na You Tube, czy innym serwisie do publikacji filmów video.
Możliwości są przeogromne i często jakiś “wolny strzelec” może mieć większą siłę przebicia niż wielka firma. Wystarczy spojrzeć na to jakie filmy cieszą się największą popularnością na You Tube. To nie kolejny kanał telewizji, gdzie można wyświetlić swój 30 sek. spot reklamowy. Tu zasady są całkowicie inne. O wykorzystaniu video marketingu jeszcze napiszę w kolejnym poście.
Media społecznościowe całkowicie zmieniły zasady gry, a właściwie pomogły w przywróceniu naturalnego porządku rzeczy. Użytkownicy serwisów społecznościowych decydują o tym co, z kim, kiedy. To oni decydują jakie komunikaty do nich dotrą, od kogo je otrzymają, kiedy je otrzymają.
“Klient nasz Pan” takie hasło funkcjonowało dawniej w handlu. Co prawda większość firm się do niego nie stosuje, ale te, które się stosują, które rozumieją jego znaczenie nie tylko świetnie prosperują, ale też się rozwijają. W świecie Internetu to hasło odkrywa swoje pełne znaczenie i nabiera na nowo ogromnej wagi.
Czytałem swego czasu wypowiedź znanego w polskim internecie marketingowca, który stwierdził, że media społecznościowe się nie sprawdzą, że nie można tu robić prawdziwych pieniędzy. Na pierwszy rzut oka tak to właśnie wygląda. Padło porównanie mediów społecznościowych do baru. Nie przychodzimy do baru, by kupić telewizor, ale po to by się spotkać z przyjaciółmi i zabawić. Jasne, tylko, czy w rozmowie z przyjaciółmi nie wychodzą najprzeróżniejsze rzeczy. Dajmy na to: –słuchaj, kupiłem sobie nową plazmę, ma takie to a takie funkcje; — a gdzie ją kupiłeś, etc.
Trik polega na tym, iż media społecznościowe to nie platforma e-commerce, to nie kolejny sklep internetowy, czy portal informacyjny. To miejsce spotkań, to miejsce do rozmów, do nawiązywania kontaktów. To doskonałe miejsce do tego by pozyskiwać potencjalnych klientów, ale trzeba to robić z głową. Trzeba to robić umiejętnie.
A zacząć należało by od zmiany swojego światopoglądu z: — co ja będę z tego miał (powszechna i przeważająca postawa wśród biznesmenów, przedsiębiorców); na: — co ja mam wartościowego do zaoferowania.
Trik polega na tym, że najpierw musimy coś z siebie dać, aby potem móc otrzymać coś w zamian. I nie jest to jakaś życzeniowa nowomowa, ale realny model biznesowy.
Najpierw musimy podzielić się swoją wiedzą, musimy edukować potencjalnych klientów, by potem mogli oni dokonać właściwego wyboru, … naszej oferty ;) No powiedzmy, jeśli oferujemy prawdziwą wartość, jeśli naprawdę rozwiązujemy realne problemy.
Jak więc maiłby wyglądać ów marketing w mediach społecznościowych?
Czy założenie profilu na Facebooku, czy Naszej Klasie wystarczy? [You must be kidding!] Jak powiedziałem, zacznijmy od zmiany postawy: kup mój produkt, na porozmawiajmy o twoich problemach. Tu zresztą ukryta jest prawdziwa żyła złota, bo z chwilą gdy nawiążesz konwersacje z ludźmi, których problemy chcesz rozwiązywać za pomocą swojego produktu, czy swojej usługi, z tą chwilą otwierają się przed tobą niesamowite możliwości. To oni powiedzą ci jak usprawnić produkt, czy usługę, to oni powiedzą ci jak im najlepiej to sprzedać, … tak aby kupili.
A więc, twoja firma zakłada profil na Naszej Klasie, czy na Facebooku. Tak jak powiedziałem nawiąż dialog, zacznij rozmawiać o problemach twoich klientów. Jeśli będziesz używał mediów społecznościowych do mówienia tylko o dobie, albo co gorsza do publikacji swoich własnych reklam, … to powodzenia, a raczej do widzenia :)
Inną techniką rodem z web 2.0, a wciąż mało wykorzystywaną przez firmy jest publikacja bloga firmowego. Byle tylko nie było to znowuż przedłużenie prezentacji firmy: o nas, co nowego u nas. A kogo to obchodzi? Pisz o problemach, które rozwiązujesz.
Świetną narzędziem są platformy mikroblogingowe: Twitter, czy Blip, które możesz wykorzystać do publikacji krótkich wiadomości, odnośników, linków do ciekawych artykułów. Wszystkiego, co może się przydać ludziom którzy potencjalnie mogą chcieć używać twojego produktu, czy twojej usługi. Czy mówienie o konkurencji wchodzi w grę? Jasne, ale tylko w pozytywnym świetle, to tylko uwiarygodni twój własny przekaz. A wiarygodność jest bezcenna.
Po pierwsze musisz zrozumieć, że platformy społecznościowe nie służą do mówienia o tobie, o twoich produktach, czy usługach. Nikt nie jest tym zainteresowany. Mogą natomiast służyć do rozmawiania o problemach, o mówieniu jak te twoje produkty, czy usługi mają się do owych problemów.
Platformy społecznościowe mają swoje miejsce na mapie biznesu jako potężne narzędzie do budowania relacji z potencjalnymi i obecnymi klientami. Nie służą one do sprzedawania czegokolwiek, ale mogą być świetnym miejscem do nawiązania pierwszego kontakt.
Co więc należało by zrobić by skutecznie zaistnieć w mediach społecznościowych? Niech twoja firma zacznie od założenia bloga, gdzie będą poruszane problemy klientów. Potem można założyć profil na Naszej Klasie, czy Facebooku. Przydatnym może być również mikroblogging na Twitrze, czy Blipie. To oczywiście bardzo nieliczna reprezentacja mediów społecznościowych, ale do czegoś należy rozpocząć. A może i ważniejsze jest to, aby zrobić to dobrze. Czyli, mów o problemach, z którymi borykają się twoi klienci. Wtedy media społecznościowe będą dla ciebie pracować.

‘A zacząć należało by od zmiany swojego światopoglądu z: — co ja będę z tego miał (powszechna i przeważająca postawa wśród biznesmenów, przedsiębiorców); na: — co ja mam wartościowego do zaoferowania.‘
Tak, zgadzam sie z tym calkowicie, choc odradzam zakladanie bloga firmy przed uprzednim sprawdzeniem co sie dzieje w mediach spolecznosciowych. Dobra strategia na sieci zaczyna sie od sluchania, stopniowego nawiazywania dialogu a dopiero potem dyskusji i mowienia do konsumenta.
Choc zgadzam sie, wszystkiego sie trzeba nauczyc, a blogowania to tak teoretycznie sie nie da…jesli juz zaczynac blog dla firmy od podstaw to polecam przynajmniej konsultacje ze specjalista;)
Pozdrawiam! (btw fajny blog;))
Strategia najpierw słuchamy, a potem włączamy się w dyskusję jest jak najbardziej pożądana z punktu widzenia firmy. Bez tego nie możliwe będzie nawiązanie dialogu.
Zgadzam się, że blogowania raczej nie da się nauczyć, bo blogowanie to raczej wyrażanie osobistych poglądów niż głoszenie jakichś poglądów. O ile w małych firmach blogowanie może być świetnym narzędziem do nawiązania kontaktu z klientem, o ile pracownicy mają swobodę wyrażania tego co myślą, o tyle w dużych firmach to raczej nie jest możliwe.
Wynika to ze specyfiki dużej firmy, gdzie nikt nie weźmie na siebie odpowiedzialności, nikt raczej nie zgodzi się na “użyczenie swojej osobowości” na rzecz korporacji. Dlatego blogi korporacyjne raczej od początku skazane są na porażkę.
Tym lepiej dla mniejszych firm, które zyskują na tym polu. Web 2.0 i media społecznościowe dały im narzędzia, których wartość trudno przecenić jeśli chodzi o skuteczne dotarcie do klienta. I nie chodzi tu o sprzedaż, ale o budowanie relacji, o dostęp do informacji o tym czego klienci chcą.
Dziękuję za komplement i pozdrawiam.