Dziś chciałem Wam opowiedzieć o dwóch firmach działających w tej samej branży, na tym samym terenie, mających siedzibę w tym samym mieście.
Owe dwie firmy zaczynały działalność na początku lat dziewięćdziesiątych (jak tysiące innych podobnych firm w naszym kraju). A być może wywodziły się jeszcze z czasów wcześniejszych, z rzemieślniczej działalności właściciela założyciela jak to często u nas bywa.
Owe dwie firmy “przeszły przez ogień” i zdołały przetrwać trudne czasy, początki naszego polskiego kapitalizmu (w przeciwieństwie do tysięcy innych o których już dawno zapomniano). I na tym chyba będą się kończyć podobieństwa naszych dwóch firm. Bo choć obydwie miały podobne szanse i dysponowały podobnymi narzędziami, ba poradziły sobie tam gdzie wiele innych firm nie dało rady to jednak ścieżki ich rozwoju są bardzo odmienne.
Jedna z tych firm osiągnęła ogromny sukces, a druga zdołała jedynie przetrwać i jakoś tam sobie działa (jeszcze).
Jedna z tych firm postawiła na rozwój … i uciekła do przodu, a druga z nich “postawiła” na przetrwanie … i też jej się udało.
Jedna z tych firm zainwestowała w marketing, w rozwój sprzedaży dzięki czemu pojawiły się nowe zamówienia, pojawili się nowi klienci; dzięki czemu mogła sobie pozwolić na rozbudowę parku maszynowego, na przeniesienie się do nowych pomieszczeń; dzięki czemu mogła sobie pozwolić na zatrudnienie nowych ludzi; dzięki czemu wciąż zwiększa sprzedaż i przynosi doskonałe zyski swoim właścicielom.
A druga z tych firm, no cóż “zainwestowała” w przetrwanie i jak na razie się jej udało. Udało się jej przetrwać bazując na tych samych rozwiązaniach, bazując na tych samych ludziach, na tych samych maszynach. Ta firma również osiągnęła “sukces”, bo przetrwała tam gdzie tysiące innych nie dały rady. Ta firma również przynosi zyski właścicielom, może nawet całkiem przyzwoite (w końcu nie liczą oni kosztu swojej pracy, swojego czasu, swojego zaangażowania i … kosztu utraconych możliwości).
Firmy te mogą działać w różnych branżach. To może być lokalna piekarnia. Jedna z nich wciąż bazuje na tych samych rozwiązaniach i pracy właściciela (rzemieślnika), a druga z nich zainwestowała w rozwój, otworzyła nowe punkty sprzedaży, wprowadziła nowy asortyment. Dziś jedna z nich doskonale prosperuje nawet bez swojego właściciela (choć to wciąż zdarza się rzadko, bo właściciele najczęściej nie potrafią “oderwać” się od swojej firmy), a druga bazuje niemal wyłącznie na pracy właściciela, ma jeden punkt sprzedaży i wciąż narzeka na to jak jest ciężko, … że jest kryzys.
To mogą być sklepy spożywcze. Właściciel jednego z nich zainwestował w otwarcie kolejnego i kolejnego, … i kolejnego aż zrobiła się z tego całkiem spora sieć sprzedaży zarządzana przez profesjonalnych menadżerów. A inny, … no cóż, nie rozwinął się. Wciąż ma ten sam sklep, ten sam punkt sprzedaży i wciąż sam go prowadzi, często sam stojąc za ladą, czuje na karku oddech Biedronki albo innej Żabki i wie, że jego dni w biznesie są policzone. Nawiasem mówiąc spotkałem ostatnio znajomego z liceum. Wtedy, a były to wczesne lata 90-te powodziło mu się doskonale, miał najnowsze samochody, etc., a wszystko dzięki temu, że jego rodzice prowadzili sklep spożywczy. Dziś wciąż mają ów sklep spożywczy, a on stoi za ladą owego sklepu (obok ma właśnie Biedronkę).
Nasze dwie firmy to mogą być dwa zakłady produkujące obuwie, czy może szyjące koszule. Dwa zakłady, w tej samej miejscowości, mające te same szanse, zmagające się z … tanią produkcją z Chin. Jeden z nich, był bardziej agresywny i dzięki sukcesom w sprzedaży mógł zainwestować w nowe maszyny, w ulepszenie jakości i w stworzenie własnej marki. Drugi starał się jakoś przetrwać … i to mu się udało. Dziś nadal produkuje obuwie, czy może szyje koszule metodą chałupniczą starając się sprzedać swoje produkty na lokalnych targach, czy jarmarkach.
Jeden zainwestował stworzenie marki, w marketing i dziś stać go na sprzedawanie we własnych sklepach, pod własnym logo za naprawdę dobre pieniądze. A drugi stara się jakoś związać koniec z końcem. Sprzedaje swoje produkty ludziom, którzy szukają najtańszych produktów (przez co nadal naraża się na bezpośrednią konkurencję z firmami importującymi z Chin), bez możliwości zwiększenia marży.
Tak jest nasza opowieść o dwóch firmach, o firmach które przetrwały na naszym trudnym rynku, przetrwały czasy kryzysu (i ten o którym się dziś mówi dużo w mediach jest im nie straszny). Ta opowieść w miarę upływu czasu będzie się jednak zmieniać, bo i rynek się zmienia, zmieniają się oczekiwania konsumentów, klientów.
Firmy, które zainwestują w rozwój, w marketing będą się nadal rozwijać (niezależnie od skali), a te które będą polegać na swoich starych rozwiązaniach nieuchronnie znikną z rynku.
Weźmy ponownie przykład naszych piekarni. Na rynku jest miejsce dla dużych piekarni sieciowy, ale jest i miejsce dla mniejszych, często małych (rodzinnych) piekarni. Kluczem do sukcesu jest jakość, specjalizacja i dobry marketing (niezależnie od skali). Dobry marketing na którym nie koniecznie musi się znać dobry piekarz, czy dajmy na to właściciel sklepu spożywczego (jak choćby nawet mój znajomy, który notabene skończył właściwe studia w tym zakresie). Na dobrym i skutecznym marketingu nie koniecznie musi się znać właściciel zakładu produkującego buty, czy może szyjącego koszule i to pomimo, że marketing jest tak ważny dla powodzenia jego firmy. Nie musi się też na dobrym marketingu znać manager zatrudniony przez tego właściciela (nawet jeśli skończył kierunkowe studia, niestety).
W dzisiejszych czasach zwyciężą te firmy i ci przedsiębiorcy, którzy potrafią rozpoznać swoje słabości, którzy potrafią przyznać się sami przed sobą, że potrzebują pomocy profesjonalisty, dajmy na to pomocy profesjonalisty w zakresie marketingu. Profesjonalisty, który spojrzy na sprawy i operacje firmy z dystansu, bez zaangażowania emocjonalnego i właściwie oceni co działa dobrze, a co działa źle. Co należało by poprawić i jakie nowe rozwiązania marketingowe wprowadzić do repertuaru firmy.

0 responses so far ↓
There are no comments yet...Kick things off by filling out the form below.
Leave a Comment